Trening siłowy nurka

Górny Petranik w Albanii to jedna z ciekawszych, choć mało znanych jaskiń — i jedna z tych, na które najpierw trzeba sobie solidnie zapracować. Dojście prowadzi po stromych skałach, częściowo po zamocowanych linach (te należy samodzielnie zamontować), które może i ułatwiają wspinaczkę, ale niczego nie zrobią za Ciebie. W dodatku w niemal czterdziestostopniowym upale. Cały sprzęt trzeba wnieść na własnych plecach, w kilku turach: twinset albo butle od side mountu, kołowrotki, płetwy, automaty, skafander, latarki. Każda z tych rzeczy z osobna wydaje się do udźwignięcia. Razem, po trzeciej turze pod górę, przestają być sprzętem, a stają się ciężarem, który sprawdza, ile jesteś warta na lądzie, zanim jeszcze zweryfikuje Cię pod wodą.

Wiedziałam jedno: gdy tylko zanurzę się pod powierzchnią, będę „w domu”. Mam minimalne zużycie gazu, nie przeszkadza mi słaba widoczność, a samo nurkowanie w tej jaskini — jednej z moich ulubionych — miało być czystą przyjemnością. Ale zanim wejdę do wody, czeka mnie ciężka przeprawa. I to właśnie ona, nie samo nurkowanie, zdecydowała tamtego dnia, jak będzie wyglądał mój dzień. Walka o życie.

Tak wygląda spora część nurkowania jaskiniowego, którym się zajmuję: w albańskich górach, na północy Włoch, w Bośni, Serbii, Rumunii i Macedonii — jaskinie leżą tam, gdzie leżą, a nie tam, gdzie byłoby to wygodne dla kogoś dźwigającego kilkadziesiąt kilogramów sprzętu. Czasem to godzina marszu pod górę z podwójnym zestawem na plecach, czasami spacer po śliskich leśnych ścieżkach, czasami zręczne przejście przez dziurę w płocie. Czasem zjazd na linie do leja, z którego później trzeba się jeszcze wciągnąć z powrotem — już zmęczonym, już po nurkowaniu, już bez najmniejszych złudzeń co do własnej nieśmiertelności. Ale przecież ktoś musi tam dostarczyć ten sprzęt! Tym „kimś” jestem ja — od ponad jedenastu lat (co dobrze pokazuje, jak bardzo bywam uparta), więc dobrze wiem, jak wygląda ta część wyprawy, z której nikt nie robi zdjęć do relacji.

Przez długi czas wydawało mi się, że wszystko da się załatwić samą techniką i uporem. Owszem, da się — mniej więcej do chwili, w której kończy się siła, a upór niestety butli za mnie nie podniesie. Upór to fantastyczna cecha charakteru, ale fatalny substytut mięśni czworogłowych.

„Bezwysiłkowe” nurkowanie to mit

Nurkowanie uwielbia się reklamować jako niemal bezwysiłkowa aktywność. Pod wodą, przy dobrym trymie, rzeczywiście bywa tak spokojnie: woda niesie ciężar, ruchy są powolne i wyważone, wszystko wygląda niemal medytacyjnie. Problem w tym, że nurkowanie zaczyna się i kończy na lądzie, a tam żadna wyporność nie działa. Grawitacja, w przeciwieństwie do prądu w jaskini, nigdy nie bierze dnia wolnego.

Noszenie butli. Marsz w pełnym sprzęcie po nierównym terenie. Wchodzenie po drabince łodzi, gdy fala kołysze nią jak karuzelą, na którą nikt nie kupował biletów. Płynięcie pod prąd. Pomoc zmęczonemu albo nieprzytomnemu nurkowi. Wyciąganie się z jaskini, gdy adrenalina już opadła, a ręce uprzejmie informują, że na dziś to już koniec współpracy.

Nagle okazuje się, że nurkowanie jest jednak bardzo fizyczną aktywnością — tylko ta fizyczna część rozgrywa się głównie tam, gdzie nikt jej nie filmuje do relacji z wyjazdu.

Dlatego uważam, że sprawność fizyczna powinna być traktowana jako część kompetencji nurkowych, a nie jako miły dodatek dla tych, którzy i tak lubią siłownię. Nie dodatek. Część kompetencji — na równi z umiejętnością planowania gazów, tyle że nikt jeszcze nie zrobił z niej egzaminu.

Rezerwa, o której mówię w tytule

Wyobraź sobie dwie osoby płynące pod silny prąd. Dla pierwszej to wysiłek na poziomie 80% jej możliwości. Dla drugiej — 40 procent.

Obie, patrząc z boku, „dają radę”. Różnica polega na tym, że tylko jedna z nich ma jeszcze coś w zapasie, gdy pojawi się problem ze sprzętem, gdy trzeba będzie pomóc partnerowi, opanować oddech albo po prostu podjąć trzeźwą decyzję. Druga pracuje już na najwyższych obrotach silnika, który i tak zaraz odmówi posłuszeństwa.

Nie powinniśmy nurkować, wykorzystując 95 procent swoich fizycznych możliwości, tylko dlatego, że samo nurkowanie zwykle wymaga 50 procent. Ta różnica to Twój margines bezpieczeństwa. I o ile o marginesie gazowym czy dekompresyjnym rozmawiamy na każdym kursie, o tyle o marginesie fizycznym — niemal nigdy.

Woman diver underwater at the entrance of a cave with sunrays

Ten niewygodny temat

W branży nurkowej rzadko mówi się wprost o czymś, co powinno być oczywistością: nie każdy nurek jest fizycznie przygotowany do nurkowania, które chce wykonywać.

To nie jest tekst o zawstydzaniu kogokolwiek z powodu wyglądu — od tego są inne, dużo mniej pożyteczne zakątki internetu. Nadwaga, siedzący tryb życia i słaba wydolność to problemy całych społeczeństw, nie tylko nurków. Ale nurkowanie dodaje do tego dodatkowy wymiar: Twoja kondycja fizyczna nie wpływa wyłącznie na Twój komfort. Wpływa na Twoją zdolność do reagowania, gdy coś pójdzie nie tak.

DAN od lat zwraca uwagę, że fizycznie nieprzygotowani nurkowie narażają nie tylko siebie, ale i swoich partnerów, a nadwaga wiąże się z podwyższonym ryzykiem incydentów sercowych pod wodą — co jest czymś zupełnie innym niż jednoznaczny związek z chorobą dekompresyjną, bo tu dowody są znacznie słabsze. Jeden z wcześniejszych raportów DAN, oparty na danych z 2004 roku, wykazał, że wśród ofiar wypadków śmiertelnych, u których znano wskaźnik BMI, aż 74 procent miało nadwagę lub otyłość (źródło: DAN, *Report on Dive Accident Data*, edycja z 2006 roku, obejmująca dane za 2004 r.). To nie znaczy, że nadwaga „zabiła” tych ludzi — taki wniosek byłby zbyt daleko idącym uproszczeniem. Pokazuje jednak, że warto zadać sobie to pytanie na poważnie, zamiast machnąć na nie ręką przy piwie po nurkowaniu.

Pytanie nie powinno brzmieć: „Czy wyglądam jak sportowiec?”. Powinno brzmieć: „Czy mój organizm bezpiecznie udźwignie nurkowanie, które planuję?”. To dużo bardziej użyteczne pytanie — i szczerze mówiąc, każda instruktorka i każdy instruktor powinni zadawać je swoim kursantom częściej niż pytanie o liczbę zapisanych stron w dzienniku nurkowań.

Co siłownia realnie zmieniła w moim nurkowaniu

Trenuję siłowo trzy razy w tygodniu od dłuższego czasu i mogę powiedzieć wprost: to nie jest kosmetyka na potrzeby zdjęć. To różnica odczuwalna każdego dnia na wyjeździe jaskiniowym, a nie tylko w trakcie samego nurkowania.

Trudność dojścia zawsze kosztowała mnie sporo wysiłku — i odrobinę godności. Zdarzało się, że wdrapywałam się na miejsce, mokra od potu jak szczur wyciągnięty z kanału, ale docierałam i te nurkowania zawsze się odbywały. Dziś ten sam marsz zostawia mi więcej w zbiorniku, dosłownie i w przenośni — a do tego, zamiast tylko donosić własny sprzęt, coraz częściej pomagam nieść go innym. Mogę planować bardziej

wymagające nurkowania, bo wiem, że dojście, transport sprzętu i ewentualne wyciąganie się z powrotem nie zjedzą całej mojej rezerwy, zanim jeszcze założę maskę.

I nie, to nie znaczy, że trzeba wyglądać jak wyżyłowany zawodnik lub zawodniczka tuż przed ważnymi zawodami. Chodzi o coś dużo bardziej przyziemnego: o umiejętność podniesienia butli z ziemi bez ryzykowania urazu odcinka lędźwiowego, o przeniesienie sprzętu przez kamienisty brzeg bez trzęsących się nóg na ostatnich 20 metrach, o siłę chwytu, która nie odpuszcza, kiedy trzymasz linę albo partnera, albo — co gorsza — drogi sprzęt.

Diver and Fish

A co z chorobą dekompresyjną?

Tu muszę być precyzyjna, bo nie zamierzam opowiadać baśni z mchu i paproci.

Nie powiem: „bądź silniejszy, a unikniesz choroby dekompresyjnej” — to nieprawda, a tego rodzaju obietnice są po prostu nieodpowiedzialne. Choroba dekompresyjna ma wiele czynników ryzyka, a głównym winowajcą pozostaje sam spadek ciśnienia otoczenia. DAN wskazuje na głębsze i dłuższe nurkowania, zimną wodę, intensywny wysiłek na głębokości czy zbyt szybkie wynurzanie jako czynniki o ugruntowanym znaczeniu, a otyłość, odwodnienie czy wysiłek tuż po wynurzeniu — jako czynniki, dla których dowody są znacznie słabsze.

Jest jednak w tym temacie ciekawy wątek badawczy. Chorwaccy naukowcy wykazali, że pojedyncza sesja intensywnego wysiłku aerobowego wykonana 24 godziny przed symulowanym nurkowaniem odpowiadającym ekspozycji na 18 metrów istotnie zmniejszała liczbę wykrywanych pęcherzyków gazowych we krwi po dekompresji (Dujić i wsp., *Aerobic exercise before diving reduces venous gas bubble formation in humans*, „Journal of Physiology”, 2004). Francuscy badacze sprawdzili natomiast krótszy odstęp czasowy: 45 minut biegu wykonane 2 godziny przed symulowanym nurkowaniem do 30 metrów również wiązało się z istotnym zmniejszeniem liczby pęcherzyków gazowych wykrywanych po dekompresji (Blatteau i wsp., „Aviation, Space, and Environmental Medicine”, 2005).

To są jednak badania dotyczące przede wszystkim tworzenia się i wykrywania pęcherzyków gazowych po kontrolowanej ekspozycji, a nie dowód, że taki trening zapobiega chorobie dekompresyjnej podczas rzeczywistego nurkowania. Co więcej, wyników tych badań nie należy traktować jako zachęty do wykonywania intensywnego treningu tuż przed nurkowaniem. Aktualne stanowisko DAN jest bardziej wyważone: dobra kondycja fizyczna może umiarkowanie zwiększać odporność na stres dekompresyjny, ale intensywny wysiłek wykonywany blisko nurkowania może zwiększać obciążenie dekompresyjne. DAN zaleca ostrożność w planowaniu treningu w odniesieniu do nurkowania i ogólnie unikanie intensywnego wysiłku w ciągu 24 godzin od nurkowania (źródło: DAN, „Exercise and Decompression Risk”).

Wniosek nie brzmi zatem „więcej ruchu zawsze znaczy lepiej”. Brzmi raczej: dobra kondycja fizyczna może być jednym z elementów solidniejszej rezerwy fizjologicznej, ale nigdy nie zastąpi zachowawczego planowania nurkowania, procedur dekompresyjnych ani konsultacji medycznej. A forsowny trening tuż przed lub tuż po nurkowaniu może wręcz działać na Twoją niekorzyść — dlatego plan treningowy powinien być układany razem z planem nurkowym, a nie obok niego, przypadkowo, między jednym wyjazdem a drugim.

Mój bardzo uproszczony plan — bez zbędnej filozofii

Nie musisz budować programu jak przed zawodami w trójboju siłowym. Musisz zbudować rezerwę. Poniżej znajduje się prosty model przygotowania fizycznego nurka. Nie jest to indywidualny plan treningowy ani recepta odpowiednia dla każdego. Jego celem jest pokazanie, jakie wzorce ruchowe i rodzaje wysiłku mają szczególne znaczenie z punktu widzenia praktycznych wymagań nurkowania — od rekreacyjnego nurkowania na rafie po wymagające nurkowania jaskiniowe w bałkańskich górach.

Przykładowo: 2–3 razy w tygodniu — trening siłowy całego ciała. Dla osoby zdrowej, już przyzwyczajonej do treningu, taka częstotliwość może być skutecznym rozwiązaniem. Nie oznacza to jednak, że jest właściwa dla każdego nurka; początkujący może zacząć od 2 sesji tygodniowo.**

 

Wzorzec ruchowy Przykładowe ćwiczenie Po co Ci to w nurkowaniu
Przysiad Przysiad z obciążeniem Stanie i poruszanie się w pełnym sprzęcie
Zawias biodrowy Martwy ciąg rumuński Podnoszenie butli i sprzętu z ziemi przy zachowaniu prawidłowej techniki
Ciągnięcie poziome Wiosłowanie w opadzie tułowia Ciągnięcie, podciąganie i obsługa sprzętu
Ciągnięcie pionowe Podciąganie na drążku lub podciąganie z pomocą taśmy oporowej Wyciąganie się na drabinkę, linę lub z wody
Stabilizacja grzbietu i tułowia Ćwiczenia antyrotacyjne, kontrolowany zawias biodrowy lub marsz z obciążeniem Stabilizacja tułowia podczas marszu i transportu sprzętu
Marsz z obciążeniem Marsz farmera Przenoszenie sprzętu do miejsca nurkowania, szczególnie w trudnym terenie
Pchanie Pompki lub wyciskanie hantli Wypychanie się z wody i stabilizacja podczas pomocy partnerowi

 

Trzy serie po 8–12 powtórzeń w każdym ćwiczeniu, obciążenie na tyle duże, by ostatnie dwa powtórzenia były trudne, ale technicznie czyste. Bez bohaterstwa na pierwszym treningu — nikomu nie pomożesz z naderwanym barkiem, a znajomi z jaskini będą musieli znosić Cię po schodach zamiast po prostu nurkować z Tobą.

Raz lub dwa razy w tygodniu — wysiłek aerobowy o umiarkowanej intensywności: pływanie, szybki marsz, jazda na rowerze. Nie musi boleć ani kończyć się zdjęciem w stylu „patrzcie, jak cierpię dla zdrowia”. Światowa Organizacja Zdrowia zaleca dorosłym 150–300 minut umiarkowanego wysiłku tygodniowo — to spokojnie mieści się w życiu osoby, która i tak pakuje samochód na wyjazd nurkowy co drugi weekend.

Reszta tygodnia: odpoczynek albo krótka mobilność — barki, biodra, odcinek piersiowy kręgosłupa. Sprzęt nurkowy i powtarzalny ruch płetwami potrafią zamienić ciało w jeden wielki supeł, którego żaden fizjoterapeuta nie rozplącze w ciągu 15 minut.

Progresja: pierwsze dwa tygodnie — ucz się ruchu, stosuj lekkie obciążenie, zostaw sobie zapas. Potem stopniowo zwiększaj obciążenie, w miarę jak poprawiają się technika i zdolność do wykonywania ćwiczenia, zachowując kontrolę. Pierwsze wyraźnie odczuwalne efekty — więcej siły przy noszeniu sprzętu, stabilniejsza równowaga na nierównym terenie — pojawiają się zwykle po około miesiącu regularnych treningów. Po sześciu do ośmiu tygodni zrób przegląd i zapytaj siebie nie „ile dziś podniosłam”, tylko „jak sprawna będzie moja jaskiniowa, rafowa albo wrakowa wersja za pół roku”.

I jedna uwaga na poważnie: jeśli wracasz do ruchu po dłuższej przerwie, masz nadwagę, problemy z sercem, ciśnieniem, stawami albo masz jakiekolwiek wątpliwości — porozmawiaj z lekarzem, zanim zaczniesz. Chodzi o to, żebyś stał się silniejszym nurkiem, a nie o to, żebyś po dziesięciu latach za biurkiem zobaczył sztangę i rzucił się na trening z takim zapałem, że w jeden weekend poznasz więcej nowych ludzi niż przez ostatnią dekadę — kardiologa, dwóch ratowników medycznych i, gdyby poszło już naprawdę źle, samego Jezusa.

Silniejszy nurek to nie nieśmiertelny nurek

To rozróżnienie jest kluczowe, więc powiem wprost: siła nie chroni Cię przed chorobą dekompresyjną, narkozą azotową, hipotermią, awarią sprzętu, złym planowaniem gazów ani przed własnym fatalnym w skutkach błędem w ocenie sytuacji. Silny nurek wciąż może podjąć złą decyzję — czasem nawet z większą pewnością siebie, bo przecież „jest silny, to na pewno da radę”. I tu tkwi haczyk: jednym z realnych ryzyk lepszej kondycji jest fałszywe poczucie nietykalności. Twoja sprawność fizyczna powinna zwiększać Twój margines bezpieczeństwa, a nie Twoją skłonność do przekraczania granic, które jeszcze wczoraj sam sobie wyznaczyłeś.

Hierarchia zawsze pozostaje taka sama: szkolenie → doświadczenie → ocena sytuacji → sprawność fizyczna → przygotowanie → zachowawcze decyzje. Najsilniejszy nurek świata wciąż znajdzie się w niebezpieczeństwie, jeśli zignoruje procedury dekompresyjne albo popłynie tam, gdzie kończy się jego szkolenie. Siłownia nie wystawia certyfikatów Full Cave.

Ale przy tej samej ocenie sytuacji i przy tym samym szkoleniu silniejsza wersja Ciebie ma po prostu więcej do dyspozycji, gdy coś pójdzie nie tak. A ja wolę mieć tę rezerwę i jej nie wykorzystać niż nie mieć jej w chwili, gdy akurat okaże się niezbędna.

Wróćmy więc do trudnych, stromych dojść do jaskini jak w Petraniku. Podobne podejście pokonałam już jako osoba regularnie trenująca na siłowni i ćwicząca pole dance. Ten sam rodzaj sprzętu, te same warunki: balansowanie na bujającym się stopniu zrobionym z liny, na śliskich skałach. Tym razem nawet się nie spociłam. Nie miałam problemu z utrzymaniem równowagi, a całe ciało — nogi, tułów, ręce, plecy — pracowało razem, zamiast każde z osobna wołać o litość. Można? Można.

Zaplanuj trening wokół swoich nurkowych planów i ambicji. Zachowasz godność i nie będziesz wyglądać jak mokry szczur wyciągnięty z kanału.

 

*Ten artykuł zawiera ogólne informacje o przygotowaniu fizycznym do nurkowania, oparte częściowo na materiałach Divers Alert Network (DAN) oraz zaleceniach Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Nie jest to porada medyczna ani indywidualny plan treningowy. Jeśli masz choroby przewlekłe, problemy kardiologiczne lub ortopedyczne albo wracasz do aktywności fizycznej po dłuższej przerwie, skonsultuj się z lekarzem — najlepiej takim, który zna się na medycynie nurkowej — zanim zaczniesz.*

 

Autor: Daria Dobrowolska