Samotność w tłumie

Nurkowanie solo należy do tych tematów, przy których dyskusja często kończy się, zanim zdąży się na dobre rozpocząć, ponieważ wystarczy wypowiedzieć słowo „solo”, aby ktoś natychmiast przypomniał, że nurkować należy w systemie partnerskim. Trudno się z tym nie zgodzić, przynajmniej dopóki nie zaczniemy zadawać mniej wygodne pytania o to, jak ten system partnerski wygląda w praktyce, na czym właściwie polega i czy człowiek płynący kilka metrów obok rzeczywiście jest naszym partnerem, czy jedynie innym nurkiem znajdującym się przypadkiem w tej samej części akwenu.

W nurkowaniu chętnie wierzymy, że partner rozwiązuje problemy, ponieważ dysponuje dodatkowym gazem, zauważy awarię, pomoże w nawigacji, uwolni nas z zaplątania, wesprze podczas wynurzenia i generalnie pojawi się dokładnie wtedy, kiedy będzie potrzebny. Jest to bardzo dobry plan, pod warunkiem, że partner wie, gdzie jesteśmy, dostrzeże problem, właściwie go zrozumie, będzie potrafił zareagować, zdoła do nas dotrzeć, zachowa wystarczającą ilość gazu, a przy okazji nie będzie właśnie zajęty ratowaniem samego siebie. Innymi słowy, system działa znakomicie, jeśli wszystkie jego założenia okażą się prawdziwe jednocześnie, a rzeczywistość zechce uprzejmie podporządkować się temu, co ustaliliśmy przed wejściem do wody.

Nie zachęcamy do nurkowania solo, ponieważ w zdecydowanej większości przypadków właściwie funkcjonujący system partnerski pozostaje bezpieczniejszym rozwiązaniem. Drugi nurek oznacza dodatkowe zasoby, możliwość wzajemnej obserwacji, wspólnego podejmowania decyzji oraz udzielenia pomocy w sytuacji, której samodzielne opanowanie byłoby trudne albo niemożliwe. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy z samej obecności drugiego człowieka wyciągamy wniosek, że wszystkie te korzyści otrzymaliśmy automatycznie.

Partner nie jest magiczną właściwością wody, która zamienia dwie osoby w sprawnie działający zespół tylko dlatego, że weszły do niej mniej więcej w tym samym czasie.

Dwóch nurków czy jeden system bezpieczeństwa?

Dwóch nurków całkowicie zależnych od siebie nie tworzy dwóch niezależnych systemów bezpieczeństwa, lecz jeden system rozdzielony pomiędzy dwie osoby. Jeżeli każdy z nich zakłada, że to partner zapewni mu zapas gazu, odnajdzie drogę powrotną, opanuje awarię, podejmie właściwą decyzję i przeprowadzi bezpieczne wynurzenie, to obecność drugiego nurka nie stanowi dodatkowej warstwy ochrony, lecz staje się brakującym elementem podstawowego planu.

Dlatego w IDF uważamy, że dwóch autonomicznych nurków współpracujących w zespole jest bezpieczniejszych niż dwóch nurków, z których każdy liczy, że w razie problemu uratuje go ten drugi. Autonomia nie oznacza przecież ignorowania partnera, rezygnacji ze współpracy ani romantycznego przekonania, że prawdziwy nurek nie potrzebuje nikogo. Oznacza zdolność do samodzielnego kontrolowania sytuacji, zarządzania gazem, nawigowania, reagowania na przewidywalne awarie i bezpiecznego zakończenia nurkowania, dzięki czemu w chwili pojawienia się problemu nurek może najpierw ustabilizować własną sytuację, a następnie rzeczywiście pomóc drugiej osobie, zamiast natychmiast stać się kolejnym poszkodowanym.

Dobry zespół nie składa się więc z dwóch połówek jednego systemu bezpieczeństwa, lecz z dwóch kompletnych nurków, dla których współpraca jest dodatkowym zabezpieczeniem, a nie warunkiem przeżycia.

Nurkowania solo, których nie nazywamy solo

Warto w tym miejscu uczciwie spojrzeć na nurkowania profesjonalne, ponieważ instruktor prowadzący kurs albo divemaster opiekujący się grupą formalnie znajduje się pod wodą z innymi ludźmi, lecz z punktu widzenia własnego bezpieczeństwa bardzo często jest nurkiem solo.

Oczywiście możemy umówić się, że instruktor i kursant są partnerami, wykonać wspólny buddy check i poczuć się dzięki temu całkowicie zespołowo, jednak trudno nie zauważyć pewnej drobnej dysproporcji: jeden z tych partnerów ma rozwiązywać problemy drugiego, podczas gdy drugi dopiero uczy się, jak nie powodować kolejnych. Instruktor musi być przygotowany do udzielenia kursantowi pomocy, ale założenie, że w razie poważnego problemu kursant równie skutecznie pomoże instruktorowi, byłoby już nie tyle systemem partnerskim, ile wyjątkowo optymistycznym planem ratunkowym. Całkowicie osobnym wątkiem pozostaje też fakt, że to kursant zapłacił instruktorowi za zapewnienie mu bezpieczeństwa, nie odwrotnie.

Podobnie wygląda sytuacja divemastera prowadzącego grupę, ponieważ to on obserwuje uczestników, zarządza przebiegiem nurkowania, pilnuje planu i reaguje na pojawiające się trudności. Trudno natomiast oczekiwać, że przypadkowo dobrana grupa rekreacyjnych nurków będzie w takim samym stopniu monitorowała jego stan i pozostawała gotowa do udzielenia mu skutecznej pomocy. Przynajmniej nie wiadomo nic o tym, aby taki element odprawy cieszył się szczególną popularnością.

Formalnie są to nurkowania zespołowe, lecz funkcjonalnie profesjonalista powinien być przygotowany tak, jakby pomoc ze strony osób, którymi się opiekuje, nie była dostępna. Nie oznacza to oczywiście, że kursanci lub uczestnicy grupy nie mogą mu pomóc ani nie powinni zwracać na niego uwagi, ale budowanie bezpieczeństwa profesjonalisty na założeniu, że z pewnością to zrobią, trudno byłoby uznać za przejaw profesjonalizmu i odpowiedzialnego planowania.

Wielka tropikalna rodzina

Jeszcze ciekawiej system partnerski wygląda podczas popularnych nurkowań rekreacyjnych w doskonałej przejrzystości, np. w tropikach, kiedy kilku lub kilkunastu nurków płynie wzdłuż rafy, często w odległości paru metrów od siebie, a każdy z nich ma poczucie, że otacza go imponujący zespół potencjalnych ratowników. Skoro w wodzie znajduje się tak wiele osób, ktoś z pewnością obserwuje właśnie nas, kontroluje nasze położenie i jest gotowy zareagować na pierwszy sygnał problemu.

Tyle że pozostali nurkowie najczęściej patrzą na rafę, żółwia albo rekina, czyli dokładnie tam, gdzie patrzymy również my. W razie problemu teoretycznie możemy więc liczyć na pomoc kilkunastu osób, jednak w praktyce któraś z nich musiałaby najpierw zauważyć, że problem w ogóle istnieje, oderwać wzrok od atrakcji, zorientować się, którego nurka brakuje, odnaleźć go i jeszcze wiedzieć, co należy zrobić. Czy mam rację? Wystarczy szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie: ile razy byłem/łam świadkiem tego, że ktoś zgubił grupę?

Sama obecność wielu ludzi w wodzie nie tworzy zespołu, podobnie jak kilkanaście osób stojących na przystanku autobusowym nie tworzy automatycznie grupy ratowniczej w przypadku zaistnienia w pobliżu wypadku komunikacyjnego. Bez odpowiedniej odległości, komunikacji, świadomości sytuacyjnej i jasno określonej odpowiedzialności „grupa” zapewnia przede wszystkim komfort psychiczny, podczas gdy rzeczywisty poziom bezpieczeństwa pozostaje nieco umowny.

Czasami mamy więc do czynienia z kilkoma równoległymi nurkowaniami solo, których nikt wcześniej nie zaplanował jako solo i których nikt nie odważył się nazwać po imieniu. Najbardziej ryzykownym nurkowaniem solo nie zawsze jest bowiem to, które zostało świadomie zaplanowane i przygotowane jako samotne, lecz niekiedy właśnie to nazwane partnerskim wyłącznie dlatego, że gdzieś w tej samej części oceanu znajduje się człowiek, którego przed wejściem do wody przedstawiono nam jako partnera.

Gdy pomoc istnieje głównie w planie

W przypadku niektórych bardziej zaawansowanych nurkowań obecność partnera może dodatkowo zwiększać złożoność całej operacji, zwłaszcza jeżeli przestrzeń ogranicza swobodę działania, nurkowie nie mogą pozostawać wystarczająco blisko siebie, a dotarcie do osoby potrzebującej pomocy, zawrócenie do niej albo wspólne opuszczenie miejsca zdarzenia jest bardzo trudne lub wręcz niemożliwe. W takich warunkach możliwość udzielenia skutecznej pomocy może istnieć przede wszystkim w planie nurkowania, ponieważ fizyczna obecność drugiej osoby nie oznacza jeszcze, że w krytycznym momencie będzie ona mogła cokolwiek zrobić.

Możemy oczywiście nadal nazywać takie nurkowanie zespołowym, ponieważ nazwa jest zazwyczaj najłatwiejszym elementem całej operacji, jednak rzetelna analiza ryzyka powinna uwzględniać pomoc, którą partner rzeczywiście może zapewnić, a nie tę, którą chcielibyśmy mu przypisać. Jeżeli w konkretnych warunkach możliwość reakcji partnera jest wyłącznie hipotetyczna, to świadomie zaplanowane nurkowanie solo, wykonane przez odpowiednio wyszkolonego, przygotowanego i wyposażonego nurka, może okazać się rozwiązaniem rozsądniejszym niż tworzenie pozoru systemu partnerskiego, który w chwili pojawienia się problemu nie ma realnej możliwości zadziałać.

Nie oznacza to, że samotne nurkowanie staje się automatycznie bezpieczne albo że powinno być pierwszym wyborem. Oznacza jedynie, że słowo „partner” nie może zastępować oceny ryzyka, a obecność drugiego nurka nie powinna zwalniać nas z pytania, czy w określonej sytuacji rzeczywiście będzie on zdolny udzielić pomocy.

Nie chodzi o nurkowanie w samotności

Celem szkolenia Solo Diver nie jest przekonanie nurka, że partner stał się niepotrzebny, ponieważ dobry partner może stanowić ogromną wartość, pod warunkiem, że rzeczywiście funkcjonuje jako partner: pozostaje w kontakcie, rozumie plan, dysponuje odpowiednimi umiejętnościami i w razie potrzeby może realnie udzielić pomocy. Sama obecność drugiego człowieka nie wystarczy, zwłaszcza gdy znajduje się on zbyt daleko, nie widzi problemu albo nie potrafi go rozwiązać.

Kurs IDF Solo Diver nie powinien również dodawać odwagi do podejmowania samotnych nurkowań, lecz raczej odbierać złudzenie, że odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo można przekazać innej osobie. Prowadzi to do zasady, która na pierwszy rzut oka może brzmieć paradoksalnie: nie wykonuj w parze nurkowania, którego nie podjąłbyś się wykonać sam, ponieważ partner powinien być dodatkową warstwą bezpieczeństwa, a nie argumentem pozwalającym zaakceptować plan przekraczający nasze kompetencje, możliwości sprzętowe albo zdolność poradzenia sobie z przewidywalną awarią.

Nie oznacza to oczywiście, że każde nurkowanie, do którego jesteśmy przygotowani, powinniśmy wykonywać samotnie, lecz że obecność partnera nie może służyć do uzasadniania decyzji, której bez niego nie uznalibyśmy za rozsądną. Jeżeli cały plan staje się bezpieczny wyłącznie dzięki przekonaniu, że druga osoba na pewno rozwiąże każdy pojawiający się problem, warto zastanowić się, czy rzeczywiście mamy do czynienia z planem, czy raczej z dobrze brzmiącym zestawem życzeń.

Nurek autonomiczny może zdecydować się na nurkowanie solo, jeśli pozwalają na to warunki, jego kwalifikacje, wyposażenie oraz rzetelna analiza ryzyka, jednak znacznie częściej wykorzysta te same kompetencje podczas zwykłego nurkowania partnerskiego. Stanie się wówczas lepszym członkiem zespołu, ponieważ jego partner otrzyma wsparcie ze strony kompletnego i samodzielnego nurka, a nie kolejną osobę przekonaną, że odpowiedzialność została skutecznie podzielona i rozmyta przez sam fakt wspólnego wejścia do wody.

Świadomie zaplanowane nurkowanie solo zaczyna się od zaakceptowania, że jesteśmy zdani na siebie, natomiast to nieświadome — znacznie częstsze i zwykle gorzej przygotowane — od komfortowego przekonania, że przecież nie jesteśmy w wodzie sami.

Nurkuj solo. Ale w dobrym towarzystwie.

Sebastian Dobrowolski

CEO IDF

The IDF Way. More than training. A way of thinking.

cross-over to IDF